Minął rok... aż mnie troszkę zmroziło... brrrrryyy i to nie przez ten szalony wiatr za październikowym oknem. Rok z grosikami od ostatniego postu. Co tu dużo mówić – to wszystko o mojej konsekwencji J ale żeby tego samobiczowania się nie rozciągać za długo... dodam, że to był owocny i intensywny rok.
Udało mi się pozamykać wiele spraw i rozpocząć te nowe, które czekały na zamknięcie tych starych. Skończona szkoła, do której wróciłam po latach, przeprowadzka z moim Domownikiem do nowego miejsca, sprzedaż starego mieszkania i urządzanie nowego/starego J Otworzyłam też sklepik internetowy... ale o tym na razie szaaaa... jeszcze nie za dużo ma ten sklepik na półkach, ale pierwsi klienci już wyszli z niego zadowoleni... w kolejnych postach przedstawię to moje, skromne na razie miejsce, z którego już dziś jestem dumna J
Robótkowo też się wiele działo. Opanowałam decoupage i bardzo tę technikę polubiłam. Była wiklina papierowa – jeszcze do niej wrócę J Filcowanie też mi się spodobało. Były... i są druty i szydełko. Aktualnie dzierga się szal estoński – piękny, w kolorze ecru, z cieniutkiej - jak włos - włóczki moherowej. Zachwycam się nim, choć jest dopiero w 1/3. Mozolna robota, ale cieszy :) A od pół roku jestem znów maniaczką szycia J i to jakiego szycia? Ha! Na łuczniku, który jest starszy ode mnie o dobrą dekadę J O tym wszystkim wkrótce.
A co najważniejsze z tego roku? Jedno - to, że te zamknięte, stare sprawy zeszły mi wreszcie z barków, a drugie – co nie było możliwe bez pierwszego – wszak do tego potrzebna jest otwarta głowa bez zmartwień – opanowanie nowych technik robótkowych. Wreszcie mam komfort tworzenia nowych projektów, bez ograniczeń – czyli mogę łączyć różne techniki, co mnie ogromnie cieszy. Bardzo, bardzo J
Zrobiłam listę na kolejne posty – więc może kolejne będą pojawiać się w mniejszych ostępach czasowych niż dotychczas. Tralala la la.